o autorce
Cześć, jestem Zorza
Wpadnij na kawę. Opowiem Ci, czemu założyłam ten blog. I czemu może być dokładnie tym, czego szukałaś.
Najpierw szczerze: dlaczego w ogóle tu jestem
Pielęgnacją zajmuję się od kiedy pamiętam. Nie zawodowo, z pasji, z frustracji, z ciekawości. Skończyłam tysiąc tutoriali, przeczytałam setki etykiet, sprawdziłam na sobie chyba każdy popularny kosmetyk z drogerii.
I po latach grzebania w tym temacie doszłam do prostego wniosku. Polski beauty content jest popsuty.
Albo Cię straszą („jeśli nie używasz SPF, masz raka za 5 lat”). Albo zalewają żargonem („eksfoliacja chemiczna z AHA i PHA wspomaga obrót komórkowy”). Albo wciskają reklamy w przebraniu artykułu, 15 produktów do kupienia w jednym poście, każdy „mega polecam”.
W którymś momencie pomyślałam: ja chciałabym mieć siostrę, która mi to wszystko po prostu wytłumaczy. Bez ściemy. Po ludzku.
No więc, postanowiłam sama nią być. Dla siebie sprzed kilku lat. I dla Ciebie.
Dla kogo to piszę?
Dla zwykłej dziewczyny, dla zwykłej kobiety, dla zwykłej Ciebie. Jeśli masz w głowie myśli w stylu...
„Wiem, że powinnam jakoś dbać o skórę, ale nie wiem od czego zacząć.”
„Próbowałam już kilku kremów. Żaden nie zadziałał. Mam dość rzucania pieniędzy w błoto.”
„Mam pracę, dziecko, życie. Potrzebuję konkretu!”
„Patrzę w lustro i mam ochotę coś z tym zrobić, tylko nie wiem co.”
...to jesteś w domu. Piszę dla Ciebie. Nie dla beauty influencerek, nie dla farmaceutek, nie dla kobiet, które już mają wszystko poukładane.
Piszę dla tej, która ogląda TikToka przy kawie, chce dobrze wyglądać i ma dosyć tego, że jest jej wmawiane, że pielęgnacja to wiedza tajemna.
To nie jest wiedza tajemna. Naprawdę.
Co tu znajdziesz
Wyczerpujące wpisy, w których masz wszystko od A do Z. Nie takie skrojone na siłę pod 3 000 znaków, bo tak kazali specjaliści od stron internetowych. Wchodzisz, czytasz, wychodzisz z pełnym ogarnięciem tematu. Bez doczytywania na pięciu innych blogach.
Tłumaczenie czemu coś działa, a nie tylko „rób tak”. Bo zasługujesz na to, żeby rozumieć, nie tylko wykonywać.
Polecenia produktów, ale tylko takie, w które sama wierzę. Nigdy listy 20 kremów „obowiązkowych”, bo żadna kobieta na świecie nie potrzebuje 20 kremów.
I prawdę o tym, co nie działa. To często ważniejsze niż to, co działa.
Czego tu nie znajdziesz
Nie znajdziesz tu clickbaitu, żadnego „SZOK! Ten jeden składnik zniszczył moją cerę”. Nie znajdziesz straszenia, że jeśli czegoś nie zrobisz, to zestarzejesz się brzydko albo dostaniesz raka. Nie znajdziesz pseudo-naukowego żargonu, w którym czujesz się głupia, bo nie rozumiesz, czym jest bariera hydrolipidowa, a jeśli używam jakiegoś terminu, to zaraz Ci wyjaśniam, co on znaczy. I nie znajdziesz reklam udających artykuły, sponsorowanych list „top 10 must-have” ani sugestii, że bez konkretnego produktu Twoje życie nie ma sensu. Jeśli coś polecam, to dlatego, że sama tego używam i mi się sprawdziło. Koniec listy ukrytych haczyków.
Jedna obietnica
Po przeczytaniu artykułu na ABCpiękna wiesz, co zrobić. Wiesz konkretnie. Albo co kupić, może jak tego użyć, albo czego unikać i dlaczego. A może... wszystko naraz? Bo ja tak sobie wyobrażam rozmowę z siostrą przy kawie. Wstajesz od stolika i już wiesz co i jak.
Bez „warto rozważyć”. Bez „eksperci sugerują”. Bez większego chaosu w głowie niż przed wejściem na bloga.
Zorza